niedziela, 21 września 2014

Przemyślenia Czysto Subiektywne - Skąd ta nienawiść? Czyli o "anorektycznych", "nie prawdziwych" kobietach...

Były recenzje i było trochę fangirlowania nad Sherlockiem... Jako że to mój dziesiąty post, musi być wyjątkowy, więc będzie coś, czego jeszcze nie było, a mianowicie pierwszy wpis z serii Przemyśleń Czysto Subiektywnych.

Tematyka - porażająca, każdy może się obrazić, wiele osób może się nie zgodzić... Zachęcam do przeczytania - aż do ostatniej linijki. 

(Kliknij by powiększyć)


Na początek mini-quiz - która z osób na zdjęciu może być chora na anoreksję? A czy B?


Quiz numer dwa - która z tych osób jest wg. Ciebie "prawdziwą kobietą"?


Którą odpowiedź wybraliście?

Odpowiedzi:

1) Obie kobiety mogą być chore na anoreksję.


2) Każda z tych osób to "prawdziwa kobieta".

Dlaczego?

1) Mówiąc w skrócie - anoreksja to poważna choroba psychiczna, rodzi się wewnątrz i powoduje wypaczony obraz chorego odnośnie jego sylwetki. Chory może, ale nie musi mieć wychudzoną sylwetkę - przynajmniej nie na początku. Innymi słowy - przeciętna osoba nie jest w stanie w 100% prawidłowo ocenić, czy ktoś cierpi na anoreksję wyłącznie na podstawie wyglądu. (więcej na ten temat tutaj)

2) Tym, co czyni kobietę "prawdziwą" nie jest jej waga, wzrost, czy rodzaj sylwetki - a fakt, że czuje się nią psychicznie i jest nią fizycznie (pomijając zawiłe kwestie osób transseksualnych, w które wchodzić nie będę...)

Mateusz Maga
Jeśli kobieta to wyłącznie wygląd - spójcie na (świetnego!) Mateusza Magę z polskiego Top Model. Po twarzy można by go uznać za osobę płci żeńskiej, a przecież nią fizycznie nie jest.

 
"Co za szkielet!"

Wyzywanie osoby, która (często niesłusznie ocenioną przez wygląd) jest chora na anoreksję jest równomierne z obrażaniem osoby na wózku inwalidzkim, osobą cierpiącą na zespół Downa, czy osobą mającą Raka, ponieważ każdy z nich jest poważnie chory. Czy uważacie, że tacy ludzie zasługują na agresywne traktowanie? Czy może należałoby się im Wasze zrozumienie, akceptacja bądź współczucie? 

Mówiąc jeszcze dosadniej - wyobraź sobie sytuację, że masz grypę, leżysz w łóżku i nie wyglądasz ani nie czujesz się za dobrze. W tej chwili do Twojego pokoju wchodzi osoba, która podnosi na Ciebie głos, obrzucając różnymi, obraźliwymi epitetami. Jak się w takiej sytuacji czujesz?


(źródło)

Nie każdy o szczuplejszej sylwetce od osoby przeciętnej jest kimś chorym na anoreksję. Kobiece sylwetki różnią się miedzy sobą (więcej o tym poniżej), tak samo, jak różnią się nasze organizmy (szybki metabolizm to nie mit), a niektórzy po prostu są na diecie :).

Zakładając jednak, że ten wyjątkowo szczupły człowiek, którego widzisz jest chory:

Co takiego budzi nienawiść na widok (możliwie) chorej, udręczonej i nieszczęśliwej osoby? Bądź człowieka, który jest  według Waszej opinii "zbyt chudy"? 

Fakt tego, że jest chora (czy "zbyt szczupła"), czy Wasze własne kompleksy odnośnie wagi? Atak jest w końcu najlepszą formą obrony.

"'Prawdziwa kobieta' ma 'kobiece' kształty

Uwaga - kilka kilo więcej nie jest równoznaczne z posiadaniem obecnie najpopularniejszej sylwetki w kształcie klepsydry.



Kobiece sylwetki to kwestia dość skomplikowana - bowiem ich rodzajów jest szesnaście (może więcej?), a tylko jeden z nich to wymarzona przez niektórych "klepsydra", czyli duży biust, szerokie biodra i wąska talia.

Jak widać na załączonym zdjęciu nie wszystkie te typy odznaczają się dużym biustem, czy szerokimi biodrami - cechami określanymi, jako atuty kobiecej sylwetki.

Ta Pani, przykładowo, ma sylwetkę o kształcie dzwonu, która charakteryzuje się małym biustem, brakiem wcięcia w talii i szerokimi biodrami.



Czy osoba na zdjęciu to "prawdziwa kobieta"?  Czy posiada "kobiecą sylwetkę"?

Ta Pani z kolei to sylwetka kolumny - zero wcięcia w pasie, średni bądź mały biust, długie nogi, ale też brak bioder.


(źródło)


Ponawiam pytanie - czy osoba na zdjęciu to kobieta i czy jej sylwetka to "kobieca sylwetka"? 

Obie osoby to bez wątpienia kobiety - jak najbardziej prawdziwe, bo przecież nie udawane ;) (zakładając w tym przypadku, że psychicznie czują się kobietami). Czy posiadają "kobiece sylwetki"? Oczywiście, że tak - należą bowiem one do kobiet.

"O gustach się nie dyskutuje"

Można by zamknąć temat mówiąc, że o gustach się nie dyskutuje, wszakże te są zbyt różne. Jednak tym, co skłoniło mnie do napisania tego tekstu, był wpis znajomej na Facebooku, w którym umieściła zdjęcie polskiej, słynnej modelki (w niefortunnej pozie), po czym wylała na nią całe swe oburzenie, krytykujące jej "figurę kościotrupa". Po chwili, rzesza jej koleżanek poparła ją w tej tyradzie, wyrażając swe obrzydzenie tak "niezdrowym wychudzeniem ciała".

Pomijając już fakt, że na zdjęciu widoczny był jedynie pół-profil modelki, obnażający jej szczupłe ramię - moje pytanie brzmi - skąd taka determinacja, by szerzyć nienawiść?


(źródło)


Nie zamieram tutaj bronić profesji modelek, w którą wpisane jest bycie szczupłym. Nie interesuje mnie, czy modelki są chore, czy zdrowe, nie interesuje mnie ich dieta, czy wysiłek, jaki wkładają w to, by nosić rozmiar XS. To nie moja sprawa, a każdy ma prawo robić ze sobą to, co zechce. Nawet jeśli modelka cierpi na anoreksję - nie widzę w tym powodów do podnoszenia głosu krytyki, w końcu to jej życie, a ja mogę jej co najwyżej współczuć.

Sporo osób sugeruje, że modelki stanowią wzór piękna i to je powinno winić się za szerzenie się anoreksji wśród młodych kobiet. Bzdura.

Jeśli taka nastolatka za wzór postawi sobie modelkę - to jej wybór. Jeśli nastolatka zacznie się głodzić pod wpływem zdjęć w magazynach - to jej wybór. A tym, co pomogło jej dokonać takiego wyboru jest jej wewnętrzny system wartości.

Powtórzę - to, co młoda osoba postawi sobie za priorytet (szczupły wygląd) zależy tylko i wyłącznie od  systemu wartości, który wdrożyli jej bliscy - nie modelki, które wykonują wyłącznie swoją pracę.

Skąd ta nienawiść?

Z kompleksów, niedojrzałości; systemu wartości, który przecenia wagę wyglądu... A może i z czystej złośliwości, bo przecież nietrudno obrazić kogoś ("kościotrup!", "prawdziwe kobiety mają krągłości!") kosztem lepszego, własnego samopoczucia. Nie tędy droga, by leczyć kompleksy - wie to każdy, kto je posiada; one biorą się z wewnątrz - i tam też się kończą.

Oczywiście nie jest tak, że wygląd jest bez znaczenia - jednak jeśli to on przyczynia się do naszego złego samopoczucia, warto choć spróbować nad nim popracować, zamiast zrzucać winę na "wzory piękna promowane w mediach" czy "wychudzone modelki". Będąc pewnym siebie, nawet nie zauważylibyśmy tych okładek magazynów krzyczących do nas z półek sklepowych, a "ideały piękna" z reklam nie robiłyby na nas żadnego wrażenia.


Co najważniejsze - myślę, że przed wyrzuceniem z siebie całego jadu, warto zatrzymać się na chwilę i postawić na miejscu tej drugiej osoby. Niezależnie od zewnętrznej skorupy - wewnątrz wszyscy jesteśmy tymi samymi, czującymi istotami.


(źródło)

sobota, 20 września 2014

Recenzja - 400 Batów (Les 400 Coups) (1959)



W latach sześćdziesiątych francuska Nowa Fala (fr. Nouvelle Vague) zrewolucjonizowała sztukę światowej kinematografii z rozmachem i fantazją. Na zawsze zmieniła sposób, w jaki kręci się filmy, wprowadziła innowacyjny (jak na tamte czasy) sposób narracji, zaproponowała nową tematykę - a to tylko początek listy.

Bez niej, najprawdopodobniej nigdy nie byłoby nam dane oglądać tak powszechnie rozpoznawalnych filmowych hitów, jak  "Pulp Fiction", w którym Quentin Tarantino nie szczędził inspiracji.

Ale o tym nie dziś, nie teraz, a może już wkrótce. 


Tym, co zwróciło uwagę na ten nowo-powstały nurt był debiut reżyserski mojego nowofalowego ulubieńca - François Truffaut, film zatytułowany "400 Batów" i to o nim prawić dziś będę.

(wpis zawiera liczne spoilery)



Główny bohater - Antoine Doinel (w tej roli utalentowany Jean-Pierre Léaud) to sprawiający problemy w szkole trzynastolatek, który nie pragnie niczego innego niż inne dzieci  w jego wieku - zabawy. Obarczany przez swoich rodziców ciągłymi obowiązkami, wykonywanymi sumiennie, traci każdą cenną chwilę swojej młodości.

W drodze ku jedynej uciesze popełnia nie jeden błąd (ucieczki z domu, wagary, kradzież), jednak widzowi z trudem jest obarczać go za to winą, bowiem film prowadzi do dość ponurych wniosków - to dziecko jest ofiarą - okaleczoną przez błędy rodziców.



W końcowej scenie - zbuntowany Antoine ucieka z domu poprawczego i biegnie przed siebie, tak długo aż dociera do morza; następuje zbliżenie kamery na jego twarz - chłopiec zdaje się pytać - "Gdzie teraz? Co dalej?".

Francois Truffaut podczas kręcenia filmu (źródło)

Choć historia w "400 Batów" angażuje widza emocjonalnie, może wydawać się podejrzanie wręcz prostolinijna.

I zgadza się, to tylko pozory, bowiem obraz, będący pierworodnym dzieckiem Nowej Fali, proponuje widzowi coś więcej niż zapis losów chłopca o nieszczęśliwym dzieciństwie. Przeciwnie wręcz - oglądający zostaje obdarzony hojnie - psychologicznym zarysem niezrozumianego młodego człowieka, świeżym spojrzeniem na sztukę filmową - wyrazem sprzeciwu wobec kinematografii po-wojennej Francji, uważanej przez twórców New Wave za "nudną, pozbawioną ekspresji i nierealistyczną".


Ten obraz filmowy jest głosem idei wyznawanej przez nowofalowych reżyserów, która mówi, że najlepsze ekranizacje są ekspresją wizji artystycznej autora. "Cudowną oraz zajmującą przygodą" - jak to powiedział sam Truffaut.



Najlepszym potwierdzeniem wrażenia, jakie "400 Batów" zrobił (i robi wciąż) na publiczności są liczne nominacje, jakie otrzymał, a w tym przyznaną, między innymi, statuetkę festiwalu w Cannes

Warto wspomnieć też, że losy Antoine okazały się tak bliskie twórcom i na tyle lubiane przez widownie, że doczekały się czterech kontynuacji. Bliskie, powiem film jest na wpół-autobiograficzną historią dzieciństwa Francois Truffaut, a ciekawostką jest fakt, że Jean-Pierre Léaud był na tyle podobny do samego reżysera, by mylono ich na ulicy.
 
Jednym z celów twórców Nowej Fali było skłonienie widza do refleksji - zadanie te film spełnia na piątkę z plusem. Według mnie, najlepsze filmy to takie, które pomagają zapomnieć o szarej rzeczywistości, zaangażować nie tylko umysł, ale i serce - "400 Batów" do nich należy.  


niedziela, 14 września 2014

Recenzja - Człowiek, który pokochał Yngvego (Mannen som elsket Yngve) (2008)


Może zabrzmi to banalnie, ale dla mnie oglądanie "Człowieka, który pokochał Yngvego" było, jak zjadanie dobrej jakości czekolady. Jak wiadomo, jej składniki wpływają na podnoszenie się w organizmie poziomu serotoniny - hormonu odpowiadającego m.in. za odczuwanie przyjemności. Błogo-gębo-stan, w jaki wpadamy podczas jedzenia, przerywa nam wyłącznie widok pustego opakowania, a wówczas jedyne, co nam pozostaje, to słodko-gorzki smak utrzymujący się na podniebieniu.

Mimo że ten film nie jest czekoladą z najwyższej półki (czyli taką z 80%-90% kakao :D), na pewno jest jednym z najsmaczniejszych, jakie jadłam (oceniam na 70% kakao).

(Wpis zawiera liczne spoilery!)

(Jako że film oznaczony został 15+ moim obowiązkiem obywatelskim jest zakazanie osobom poniżej tego wieku na czytanie tych satanistyczno-pornogaficznych treści.)

niedziela, 23 marca 2014

Recenzja - Alphaville (Alphaville: A Strange Adventure of Lemmy Caution) (1965)

(Wpis zawiera liczne spoilery) 

Wyobraźcie sobie Alphaville - kraj-państwo nieokreślonej przyszłości, rządzone nie przez człowieka, a komputer - Alpha 60. Zdominowane przez technokrację i logikę miejsce, gdzie za odczuwanie ponosi się karę "likwidacji". 

Tajny agent - Lemmy Caution, prowadząc swojego Forda Galaxy (w rzeczywistości był to Ford Mustang), przybywa do tej, objętej totalitarną władzą krainy z narzuconą mu przez Strefę Zewnętrzną misją. Ma za zadanie odnalezienie przybyłego tu przed nim wywiadowcę, ale, co najważniejsze - musi unicestwić profesora Von Brauna - programistę Alpha 60. Brzmi ponuro? Nie dajcie się zmylić, bowiem nagrodzony Złotym Niedźwiedziem obraz nie tylko łączy w sobie cechy filmu noir, czy science fiction, ale i satyry.


 
Lemmy Caution oraz równanie E=mc2 symbolizujące panujący w Alphaville reżim nowoczesnej technologii

sobota, 22 marca 2014

Recenzja - To już jest koniec (This is The End) (2013)

(Spoilerów brak)

Cykl z recenzjami planowałam rozpocząć górnolotnie, a zaczynam od recenzji amerykańskiej komedii, czyli rodzaju filmu, za którym nie przepadam. I tak bywa. 

Po "This is The End" oczekiwałam najgorszego - czy się zawiodłam? Moja odpowiedź brzmi - nie. Ale nie było też aż tak tragicznie.


poniedziałek, 10 lutego 2014

Zagadka dnia - czy serialowy Sherlock Holmes jest socjopatą?

Ilość usprawiedliwiania zachowania Sherlocka, poprzez określenie go "high-functioning sociopath", czyli wysoko funkcjonującego socjopaty, w sezonie trzecim przyprawiła mnie o ból głowy. Zadałam sobie pytanie - czy owe miano słusznie zostało nadane słynnemu detektywowi i rozpoczęłam dochodzenie (w tle pobrzmiewa muzyka z openingu "Sherlocka").

Uwaga! Poniższy tekst nie jest artykułem naukowym. Piszę go na podstawie wiedzy, jaką nabyłam na zajęciach psychologicznych oraz z różnych źródeł na papierze, jak i elektronicznych (nie, nie z Wikipedia.pl). Poza tym, psychologia jest moją pasją od lat, dlatego pisanie tego skrótowego dochodzenia przyniosło mi sporo radości. Uwzględniam w nim tylko wybrane aspekty zaburzeń osobowości, a jako że nie jestem psychologiem, nie stawiam tu Sherlockowi żadnej diagnozy. Spisanie szczegółowej analizy zajęłoby mi zapewne kilkanaście takich stron i może kiedyś się tego podejmę, ale do tego potrzebowałabym więcej danych, których serial, jak dotąd, nie dostarcza. Jeśli ktoś posiada kontrargumenty podparte przykładami oraz wiedzą naukową - zapraszam do komentarzy

wtorek, 14 stycznia 2014

Z serii - Wrażenia Czysto Subiektywne - Sherlock (BBC) - His Last Vow

(Wpis zawiera liczne spoilery!) 

Po serii narzekań, jakie sprowokowały odcinki poprzednie, nadszedł czas by twórcy wylali miód na wciąż gorejące rany. Tym razem nie za pomocą lizusostwa, w formie przypadkowych scen wyciągniętych z fanficów, ale smacznym kawałkiem treści. Konstruktywne pisanie o czymś, co wciąż wzburza we mnie emocje jest naprawdę niełatwym zadaniem, zwłaszcza, gdy są to odczucia prawie (tak, będę się czepiać!) wyłącznie pozytywne.

piątek, 10 stycznia 2014

Z serii - Wrażenia Czysto Subiektywne - Sherlock (BBC) - The Sign of Three

(Wpis zawiera spoilery!)

Trzeba przyznać, że zapowiedzi do drugiego odcinka trzeciego sezonu "Sherlocka" wydawały się naprawdę emocjonujące. Po pierwsze - pod koniec "The Empty Hearse" pojawia się tajemniczy wróg, może w tym odcinku dowiemy się kim jest i czego chce? Po drugie - John Watson się żeni, a Sherlock dostał rolę mówcy na owej uroczystości. Spójrzmy na poniższe zdjęcie - co może zdradzać ekspresja twarzy Watsona? Z jednej strony się (niepewnie) uśmiecha, z drugiej, przykłada splecione palce do ust, tak, jakby powstrzymywał się przed komentarzem. Cóż takiego powiedział znany z bezwzględnej szczerości Sherlock Holmes? Czy owymi słowami zachwiał szczęście pary młodej? A może spowodował na tyle ogromne zamieszanie, że ceremonię odwołano?


poniedziałek, 6 stycznia 2014

Z serii - Wrażenia Czysto Subiektywne - Sherlock (BBC) - The Empty Hearse

(Wpis zawiera drobne spoilery)

"Sherlock" - serial, którego chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Ukoronowany siedmioma nagrodami BAFTA i nominowany do trzydziestu innych statuetek, jak dotąd za dwa sezony. Na kontynuację wydarzeń ze szpitala Bartholomew, twórcy - Stephen Moffat i Mark Gatiss, pozostawili fanów w gorączce oczekiwania na całe dwa lata, czyli na około siedemset trzydzieści dni. O tak, to było dość brutalne, ale w końcu Moffat bierze w tym udział (wink, wink).


czwartek, 2 sierpnia 2012

Recenzja - Szlachectwo Zobowiązuje (Kind Hearts and Coronets) (1949)




(Wpis zawiera liczne spoilery!)

Film pt. "Kind Hearts and Coronets" (polski tytuł - "Szlachectwo zobowiązuje") polecił mi kolega i przyznaję bez bicia, że bardzo się ociągałam z jego obejrzeniem, pomimo zapewnień, iż jest to dzieło godne zapoznania. Dlaczego? Obraz został nakręcony w 1949 roku, a ja miałam niechęć do filmów czarno-białych, całkowicie niesłusznie, oczywiście. W chwili obecnej oglądam właśnie te bezbarwne i chwale je sobie, ponieważ stanowią one dla mnie nowość. Ale do rzeczy! O czym mowa?